X100 – recenzja

Być jak Leica

Recenzji Fuji X100 powstało chyba więcej niż niejednego flagowego Nikona czy Canona. Trudno się dziwić – mówimy tutaj o sprzęcie, który stara się wkroczyć na piedestał zarezerwowany od dawna dla aparatów marki Leica.

Kiedy pojawiły się pierwsze wzmianki o Fuji mającym odświeżyć (wizualnie) temat aparatów dalmierzowych zacząłem wyczekiwać na niego kręcąc się jakbym miał owsiki. Nic podobnego. Owsików brak, a X100 z dalmierzem nie ma nic wspólnego.

Na wstępię chcę nadmienić, że X100 jest w moim posiadaniu od kilku miesięcy. Nigdy tak naprawdę go nie przetestowałem w sposób „sprzętofilski” i na potrzeby tej recenzji też tego nie zrobię. Dlaczego nie? Dlatego, że aparat to tylko (i aż) narzędzie do robienia fotografii, a nie cel sam w sobie. Poza tym, jestem na wyjeździe, na który wziąłem ze sobą tylko X100, więc nawet nie jestem w stanie go tutaj dobrze zaprezentować (a zdjęć katalogowych każdy się chyba już naoglądał wystarczająco dużo).

Chyba każdy fotograf parający się street’em marzy, że kiedyś w jego kolekcji znajdzie się jakieś body serii M legendarnej firmy Leica, wyposażone w obiektyw 35mm lub 50mm. Gorzka prawda jest taka, że pewnie większość nacieszyć się będzie mogła tylko używanymi, przechodzonymi egzemplarzami, albo Bessą Voightlandera czy Ikon Zeissem. A co jeśli ktoś dodatkowo celuje w aparat cyfrowy? Wtedy sytuacja robi się tragiczna. Fakt faktem, istniał kiedyś jakiś Epson typu rangefinder, ale widziała go tylko garstka ludzi. Cóż więc zostaje jeśli chcemy mieć aparat cyfrowy z jasną, stałą optyką, a do tego look dalmierza? X100 – praktycznie tylko i wyłącznie.

Powtórzę – nie jest to dalmierz i na prawdę daleko mu do niego. Tak czy siak, warto na niego skierować swój wzrok. Zresztą i tak każdy na niego zerka. Dlaczego? No to zaczynamy.

Wygląd.

Ciężko znaleźć aparat cyfrowy tak dobrze wyglądający jak Fuji X100. Oczywiście pojawiły się wszędobylskie bezlusterkowce – praktycznie każdego producenta – ale to nie jest to. Są zbyt nowoczesne, czasem zbyt małe i zbyt cyfrowe. Mówimy tutaj o wyglądzie żywcem zdjętym ze starego FED’a. Taki właśnie jest wygląd opisywanego X100 – bezkompromisowy. Na pierwszy rzut oka, wygląda na szyi fotografa jak stary analog. I o to w nim właśnie chodzi. Mimo, że jest stuprocentowym aparatem cyfrowym to daje fotografowi możliwość przeniesienia się w poprzednią epokę.

DSCF4186_small

Budowa.

X100 jest aparatem cyfrowym o sensorze typu APS-C, z cropem x1.5. Zamontowano w nim obiektyw 23mm, który w przeliczeniu na mały obrazek daje ekwiwalent ogniskowej 35mm. Maksymalny otwór przysłony wynosi tylko 2.0. Na górnej części aparatu zamontowano dwa pokrętła (czasów i manualnej korekcji ekspozycji), oraz włącznik aparatu wraz ze spustem migawki i przycisk funkcyjny. Z przodu aparatu zamontowano tylko jeden przełącznik, który stylizowany jest na analogowy włącznik samowyzwalacza – sprytne i stylowe. Służy on do zmiany rodzaju wyświetlanego obrazu w wizjerze (obraz cyfrowy lub optyczny). Na prawej krawędzi aparatu nie znajdziemy nic ciekawego. Na lewej znalazł się przełącznik wyboru trybu ustawiania ostrości: M, AF-S i AF-C. Z tyłu znajdziemy spory wyświetlacz, wizjer, cztery przyciski z lewej stronie wyświetlacza, kilka z prawej (w tym bardzo wygodne pokrętło wyboru, z niewygodnym przyciskiem potwierdzenia w środku niego) i przesuwny przycisk do ręcznego dostrajania przysłony przy górnej krawędzi aparatu. Pod spodem znajdziemy klapkę pozwalającą dostać nam się do baterii i karty SD, oraz gwint do przykręcenia statywu.

Bla, bla, bla… co sądzę o budowie aparatu? Jest solidny. Do tego stopnia, że kiedyś źle przypięty pasek odczepił mi się, a X100 (w skórzanym pokrowcu) z impetem uderzył w asfalt. I co? Nic się nie stało! A to już naprawdę dobrze o nim świadczy. Aparat waży swoje. Wiemy dzięki temu, że nie mamy do czynienia z zabawką, a po przesiadce z analoga nie ma dziwnego uczucia, że mamy w rękach coś bardzo delikatnego.

DSCF4413_small

Ergonomia.

Opisywany model Fuji trzyma się w ręce… dziwnie. Nie jestem szczególnie wielkim facetem (dłonie mam raczej niewielkie), a pochwyt tego aparatu przysparzał mi problemy. To chyba zasługa tylnej ścianki, na której znalazło się wiele przycisków, a zabrakło miejsca na położenie kciuka. Jednak jest wyjście z tej nieciekawej sytuacji – skórzany pokrowiec (jak się okazuje jest to praktyczne must-have do tego modelu). Nie dość, że jak pisałem skutecznie zamortyzował aparat przy upadku, świetnie wygląda, a dodatkowo pozwala wygodnie na nim ułożyć kciuk, palec środkowy i serdeczny. Dzięki temu trzymanie X100 jest intuicyjne i wygodne.

DSCF4433_small

Menu.

Niektórzy na nie narzekają – ja nie. Długi czas działałem w obskurnym menu Nikona, później w „cukierkowym” menu Canona. Fuji nie zrobiło w moim odczuciu ani kroku na przód, ani do tyłu. Ot menu i tyle. Prawda jest taka, że jeśli aparat służy Ci do robienia zdjęć, a nie robienia lansu na mieście, to po ustawieniu wszystkiego raz a porządnie, nie trzeba będzie do menu wracać. No może troszkę przesadziłem. Mi brakuje jednego – programowalnego przycisku AFL/AEL (którego i tak nie używam). Dlaczego? Dlatego, że jak chyba każdy użytkownik X100 przycisk Fn mam ustawiony na wybór wartości ISO. Przycisk RAW służy mi do włączania i wyłączania filtra szarego (genialna sprawa tak by the way), a często robiąc streetphotography gdzieś z „biodra” chciałbym wcisnąć przycisk zmiany trybu ostrości – z punktowego, na najbliższy obiekt.

DSCF4470_small

Kultura pracy.

Generalnie z aparatem pracuje się bardzo dobrze. Można zabrać go zawsze i wszędzie. Fakt, nie jest uszczelniany, ale robi wrażenie solidnego i ja sam nie mam oporów przed wyjście z nim na mżawkę itd. Ma niewielkie rozmiary (w porównaniu z Leicą na przykład lub z lustrzanką). Mieście się do kieszeni kurtki. Można go mieć zawsze przy sobie. Do minusów należy zaliczyć powolną pracę focusa w trybie makro, a przede wszystkim fatalny sposób ustawiania ostrości w trybie manualnym. Teoretycznie jest na obiektywie pierścień, który do tego służy, ale w praktyce działa fatalnie – trzeba się nakręcić, żeby ostrość drgnęła chociaż o tych parę centymetrów. Jest to rzecz fatalna. Nie wspomnę już, że na obiektywie (z racji cyfrowej, a nie mechanicznej regulacji ostrości) brak jest danych o hiperfokalnej i nie pobawimy się w zabawę z nią. A szkoda, bo w mojej opinii aparat dużo by zyskał mogąc być chociaż „hiperfokalnym dalmierzem”. Nie ma takiej – trudno.

Kiedy już przymkniemy oko na te drobne bolączki aparat odwdzięczy nam się czymś niesamowitym. Kulturą pracy jaką znamy ze starych analogów. To jest niesamowite i wręcz nie da się tego opisać. Kiedy zapomnimy już o tych wszystkich przyciskach, a o tym specyficznym menu, czy dziwnym pierścieniu manualnej ostrości, nagle poczujemy, że chcemy „polować na kadry”, że chodzi nam o zrobienie jednego wspaniałego zdjęcia, a nie setki podobnych. Nagle zaczniemy robić zdjęcia z głową. Poczujemy, że mamy w rękach narzędzie do robienia fotografii. To naprawdę wspaniałe uczucie. Najważniejsze jest to, że aparat ten, dzięki temu, że zawsze jest pod ręką, i że ustawia się go bardzo szybko i ergonomiczne, nigdy nas nie zawiedzie, kiedy snując się po mieście natrafimy na coś niezwykłego.

DSCF4557-Edit_small

Jakość zdjęć.

Plastyka, niskie szumy, dobra optyka… to wszystko bardzo mi się podoba, ale odwzorowanie kolorów jest dla mnie po prostu fenomenalne. Zdjęcia zrzucone z X100 zaskakują mnie dokładnie tak jak te zrzucane ze starego 5D – za każdym razem lepiej wyglądają na ekranie komputera niż się tego spodziewałem. Nie będę przytaczał danych liczbowych, ani prezentował wykresów. Dlaczego nie? Dlatego, że wiem, że obraz wyjściowy z tego małego Fujika jest bardzo dobry i niewiele trzeba (lub wcale) postprodukcji, żeby obrazy prezentowały się znakomicie.

DSCF4507_small

Specyfikacja techniczna (w oparciu o informacje ze strony fujifilm.eu/pl i optyczne.pl):

  • Producent: Fujifilm
  • Model: FinePix X100
  • Liczba pixeli: 12.3 Mpix
  • Max rozdzielczość: 4288 x 2848
  • Rodzaj matrycy: APS-C, CMOS
  • Wielkość sensora: 23.6 mm x 15.8 mm
  • Format zapisu zdjęć: RAW (RAF format), RAW + JPEG, JPEG
  • Format zapisu filmów: MOV (1280 x 720, 24 kl./s, dźwięk stereo)
  • Zakres ISO: 200-6400 (rozszerzony programowo o ISO 100 i 12800)
  • Czasy otwarcia migawki: 30s – 1/4000s (najkrótszy czas uzależniony od wartości przysłony, np. dla f/2.0 min. czas to 1/1000s
  • Obiektyw: Fujinon Single (8 elementów w 6 grupach)
  • Ogniskowa: 23 mm (ekwiwalent 35 mm dla filmu 35 mm)
  • Przysłona: f/2.0 – f/16
  • Stabilizacja obrazu: brak
  • Autofocus: single AF, contunous AF, MF
  • Pomiar światła: matrycowy, multi, punktowy, centralnie ważony
  • Ostrość od: Makro: 0,1m do 2m, tryb normalny (w zależności od software): 0,8 m do nieskończoności
  • Kompensacja ekspozycji: +/- 2 EV
  • Programy: Auto, A, S, M
  • Zdjęcia seryjne: 5 lub 3 kl./s (max 10 JPEG lub 8 RAF / RAF + JPEG)
  • Karta pamięci: SD / SDHC / SDXC
  • LCD: 2.8”, rozdzielczość 460 tys. punktów, 100% pola widzenia
  • Wizjer: Hybrydowy, optyczno-elektroniczny
  • Złącza: USB 2.0, wyjście audio-wideo, mini HDMI
  • Zasilanie: akumulator NP-95 (starcza na około 300-350 zdjęć)
  • Waga z akumulatorem i kartą: 445g
  • Wymiary: 125.5 x 74.4 x 53.9 mm
  • Inne: Wbudowany filtr szary 3EV

Podsumowanie:

Czy jest to Leica? Nie. Czy X100 jest prawie jak Leica? Nie. To zupełnie inny rodzaj aparatu i nie zastąpi nam legendarnej M-ki. Czy to znaczy, że nie warto go kupować? To zależy od tego co chcemy uzyskać. Jeśli chcemy się pokazać na mieście ze stylowym aparatem – warto go kupić. Jeśli chcemy mieć sprzęt z pewnymi ograniczeniami (praktycznie brak manualnej nastawy ostrości i brak wymiennej optyki) służący głównie do street-photography za kwotę prawie dziesięć razy niższą niż Leica – warto. Warto jednak przemyśleć zakup X100s, który niewiele się różni od X100, a ma dużo lepiej rozwiązany sposób manualnego ostrzenia. Fakt kosztuje około 4500 zł, podczas gdy pierwszą wersję można kupić (używaną w dobrym stanie) za około 2000 zł. To nie jest dużo jak za tak dobry sprzęt.

Na koniec rozmowa z moim znajomym, która jak sądzę, dobrze opisuje X100:

Kolega: Stary, ten aparat jest taki zajebisty czy tak tylko wygląda?

Ja: Jest zajebisty.

Kolega: Dlaczego?

Ja: No wiesz, hybrydowy wizjer, stało-ogniskowy obiektyw, niskie szumy…

Kolega: A da się go ustawić w trybie auto?

Ja: Da się.

Kolega: To chyba kupię sobie, ustawię na auto i pójdę się wozić po mieście.

A tak na poważnie. Gdyby było mnie stać na Leicę M, to pewnie bym się nie zastanawiał i ją kupił – klasyk. Póki co X100 jest dla mnie jej świetnym substytutem.

Poniżej zdjęcia mojego X100 zrobione telefonem komórkowym:

show-3 show-4 show-7 show-10 show-11

Nieopisane zdjęcia zamieszczone w tej recenzji są mojego autorstwa – wszystkie zrobione X100. Na koniec jeszcze kilka kadrów:

dscf3358 dscf3669 DSCF4182_small DSCF4196_small DSCF4215_small DSCF4307_small DSCF4487_small

Reklamy